CHOROBA, ŚMIERĆ I CUD ŻYCIA

Wczoraj przyszła do mnie sąsiadka z pytaniem, jakie ma wziąć lekarstwo na zbicie gorączki. Do dyspozycji miała dwa specyfiki – jeden łagodny, niezbyt skuteczny, a drugi silny, ale grożący szeregiem skutków ubocznych. Poradziłam, żeby położyła się do łóżka i pozwoliła organizmowi odpocząć, tak aby sam poradził sobie z infekcją. Usłyszałam jednak, że nie ma na to czasu, bo zaraz przychodzi koleżanka. Sąsiadka chce już, natychmiast zbić gorączkę, nie może nawet czekać aż zacznie działać antybiotyk, który wzięła rano.

No cóż można i tak. Mam wrażenie, że większość ludzi tak właśnie robi. Przecież bombardowani jesteśmy reklamami cudownych specyfików, które w kilka chwil rozwiążą nasze wszystkie problemy zdrowotne. Ale czy to naprawdę jest dobre? Czy warto się faszerować chemią, zamiast po prostu posłuchać głosu naszego organizmu, dać mu czas i spokój, którego potrzebuje, żeby sam mógł rozwiązać problem? On to naprawdę potrafi. Sytuacje krytyczne grożące śmiercią lub kalectwem są naprawdę bardzo rzadkie, dlatego moim zdaniem po leki należy sięgać tylko w ostateczności.
Nauczmy się słuchać naszego organizmu, dbać o niego, robić wszystko w zgodzie z nim, a odnajdziemy drogę do harmonii i spełnienia. Dzięki temu poprawi się też stan naszego zdrowia. Nawet jeżeli zachorujemy, nasz układ immunologiczny szybko sobie z chorobą poradzi. Zaufajmy mądrości swojego ciała. Zaufajmy mądrości Siły Życia, która nas stworzyła dając nam wszystko, czego potrzebujemy.

Zaufajmy także wtedy, kiedy przyjdzie śmiertelna choroba, wobec której każdy lekarz będzie bezradny. Śmierć to część życia tak samo jak narodziny, jak radość i cierpienie, zdrowie i choroba. Nie trzeba się jej bać. Wierzę, że umierając powracamy do pełnej miłości i mądrości Siły Życia z której się narodziliśmy.
Ubolewam nad tym, że nasza kultura zepchnęła śmierć na margines życia. Ludzie najczęściej umierają w szpitalach, daleko od domu i swoich bliskich. Boimy się patrzeć na śmierć. A tak pięknie by było, gdybyśmy ją potraktowali jak uświęconą część życia. Pożegnanie z kimś, kto jest nam bardzo bliski i z kim chcemy być do ostatniej chwili, pożegnać się z nim, kiedy będzie przechodził na drugą stronę…
To prawda, że śmierć często nie wygląda ładnie. To trudna, bardzo trudna chwila. Ale czy narodziny są piękne i łatwe? Przecież i tu, i tu całkowicie przejmuje nad nami kontrolę nasza fizjologia. Nikt mi nie wmówi, że rodząca kobieta wygląda pięknie i nikt mnie nie przekona, że poród nie jest (z bardzo rzadkimi wyjątkami) długą, bolesną harówką, pełną potu i krwi. A jednak, kiedy pojawia się z nami nowy człowiek, witamy go ze wzruszeniem i radością. Dlaczego ze wzruszeniem, i może smutkiem, nie mielibyśmy pożegnać bliskiej osoby odchodzącej od nas w ten nieznany nam, inny wymiar.

Hindusi witają się i żegnają słowem Namaste, które znaczy „oddaję pokłon tobie”. Wypowiadają je z gestem złożenia rąk na wysokości serca i ten gest przemienia proste słowo w coś dużo więcej:

Oddaję cześć miejscu w Tobie,
w którym spoczywa cały wszechświat.
Oddaję cześć miejscu w Tobie,
w którym mieszka miłość, prawda, światło i pokój.
Kiedy Ty jesteś w tym miejscu w Tobie
i ja jestem w tym miejscu we mnie,
jesteśmy jednym.

Bardzo bym chciała, żebyśmy z takim szacunkiem witali i żegnali na tym świecie naszych bliskich. Na pewno nie zmienimy nagle wszystkiego. Ale marzę o tym, aby te dwie najważniejsze chwile naszego życia – narodziny i śmierć były chwilami pięknymi i głębokimi. Nie wiem, jak życie się ułoży, ale bardzo bym chciała umierać w domu, wśród ludzi, których kocham, otoczona ich miłością i troską.
Odejść w pokoju.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s