DZIECI MÓWIĄ JĘZYKIEM SERCA

– Nie lubię już Zosi. Obraziła się na mnie, bo nie chciałam jej pożyczyć kredek.
– Pewnie jej było przykro. Tobie też by było przykro, gdyby ktoś ci nie chciał pożyczyć kredek.
– Wcale nie było jej przykro. Powiedziała, że jestem głupia.
– Pewnie się zdenerwowała, ale tak naprawdę cię lubi.
– Wcale nie! Powiedziała, że już nie chce ze mną siedzieć!

Pamiętasz chwile, kiedy z uporem coś dziecku tłumaczyłaś, a ono z uporem nie chciało zrozumieć twoich, tak przecież jasnych, logicznych argumentów? Pamiętasz to zniechęcenie, kiedy mimo twoich wysiłków opór dziecka, zamiast maleć, rósł, a ty powoli traciłaś cierpliwość? Ja sama przez wiele lat często byłam w takiej sytuacji i czułam się, jakbym waliła głową w mur. W końcu poddawałam się bezsilna i zawiedziona. Cały czas jednak gdzieś w głębi siebie wiedziałam, że jest jakiś lepszy sposób…

Kiedyś na zły humor mojej córki reagowałam tłumacząc jej, dlaczego nie powinna być zła, czy smutna. Starałam się znaleźć jak najlepsze argumenty, ale sytuacja wcale nie ulegała poprawie, wręcz przeciwnie – napięcie zamiast spadać, rosło.

Wszystko zaczęło się zmieniać, kiedy dotarło do mnie, że dzieci mówią językiem serca, że logika i argumenty są im zupełnie obce. Nie rozumieją ich, tak jak my nie rozumiemy języka chińskiego. Odkryłam też, że moja córka potrzebuje przestrzeni i czasu, aby poradzić sobie ze swoimi uczuciami, a wtedy najczęściej sama potrafi znaleźć wyjście.

Jakiś czas temu, pod koniec roku szkolnego, wpadła do domu z wypchanym tornistrem na plecach i dwoma ciężkimi reklamówkami w rękach, cała mokra od deszczu. Od progu krzyczała ze złością, zanosząc się płaczem:

– Dlaczego po mnie nie wyszliście?! Pada deszcz, tata mógł po mnie przyjechać do szkoły! Patrz ile rzeczy musiałam przywieźć! – pokazuje na torby pełne zgromadzonych przez cały rok szkolny prac i materiałów do ich produkcji. Rzuca wszystko na podłogę i biegnie do swojego pokoju trzaskając drzwiami.

Przez chwilę stoję przy kuchennym stole kończąc krojenie warzyw. Nie próbuję tłumaczyć, że nie wiedzieliśmy, że wróci z tyloma rzeczami, ani że taty nie ma w domu. Wsłuchuję się w siebie i stwierdzam, że jeszcze nie jestem gotowa, żeby do niej iść. Po kilku minutach otwieram drzwi jej pokoju. Nigdzie nie widać mojej dziewczynki, ale na łóżku dostrzegam bezkształtny pagórek przykryty niebieskim kocykiem. Kładę się obok niego i delikatnie przytulam. Pagórek się najeża – emocje jeszcze nie opadły, jeszcze nie czas na przytulanie.

– Patrz jakie mam mokre włosy. Nie dotykaj! To okropnie nieprzyjemne!

– Rozumiem… – odpowiadam i troszkę się odsuwam. – Tyle nieszczęść na taką małą dziewczynkę – dodaję łagodnie po chwili. Całuję wystający z pagórka czubek główki i wracam do kuchni kończyć obiad.

Po jakimś czasie słyszę kroki i nagle w drzwiach kuchni pojawia się rozradowana buzia, na której prawie już nie widać śladów łez.

– Popatrz, te liście naklejaliśmy jesienią, a gwiazdora robiliśmy przed świętami – z dumą zaczyna rozpakowywać swoje tobołki i pokazywać mi plon swojej całorocznej pracy.

Patrzę z radością w jej roześmiane oczy. Nagle podchodzę i przytulam ją mocno. Małe rączki odpowiadają szybko tym samym, a główka wtula się w moje ramię…

…i robi mi się jakoś tak ciepło na sercu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s