MOC ZAUFANIA

Obudziłam się nad ranem i wróciły męczące mnie poprzedniego dnia myśli: Czy ci ludzie potrafią zadbać o małe zwierzątko? Czy dopilnują, żeby nie zachorowało, żeby miało dość jedzenia? Czy nie pozwolą go męczyć swoim dzieciom?

Czy dobrze oceniłam tych ludzi? Czy nie pospieszyłam się ze swoją decyzją? Może trzeba było jeszcze trochę poczekać?

Co prawda, kiedy niezbyt rozmowny pan zadzwonił po raz drugi i powiedział, że nie będzie czekał do następnego dnia i sam przyjedzie PKS-em do dość odległej wioski, w której mieszkam, zrozumiałam, że mu zależy. Jeszcze mocniej to poczułam, kiedy na moje chaotyczne pytania, czy ma jak przewieźć stworzonko, bo przecież może się ono czegoś przestraszyć, może mu uciec, wpaść pod samochód… – odpowiedział spokojnie, ale zdecydowanie:

– Nie stanie mu się żadna krzywda, to mogę pani przysiąc!

Wątpliwości jednak wróciły, kiedy zobaczyłam wysiadającego z autobusu szczupłego mężczyznę z ośmioletnim chłopcem. Nagle się przestraszyłam. A może to jakaś patologiczna rodzina? Wzięli co prawda z sobą porządną, wygodną klatkę do przewożenia małych zwierząt, ale na pierwszy rzut oka nie wzbudzili we mnie zaufania. W dodatku w pewnej chwili zobaczyłam w torbie obok klatki butelkę… po wódce? Nagle poczułam, jak żołądek kurczy mi się w twardą, pełną napięcia i strachu kulę.

Malutkie kotki, chociaż brudne i zapchlone, od razu podbiły nasze serca. Kiedy je znalazłam w ogrodzie, musiały się błąkać bez matki przez ładnych kilka godzin, bo zlekceważyły wszelkie zasady kociego bezpieczeństwa i rozpaczliwie wołając o ratunek podbiegły do… mojej suki. Przez kilka dni opiekowaliśmy się maluchami, karmiliśmy je, głaskaliśmy, czesaliśmy brudne futerka miękką szczotką. Pokochaliśmy każdego z nich, nawet najmniejszego, wojowniczego i wycofanego kocurka, który jako jedyny bił z całej siły łapkami próbującą go powąchać sukę i chował się za swoje rodzeństwo, kiedy przynosiłam im miseczkę z jedzeniem. Nawet on po kilku dniach zaczął wychodzić do nas ze swojego ukrycia i mruczeniem prosić o pieszczoty. Polubiłam te zwierzątka i czułam się za nie odpowiedzialna. Nie chciałam ich oddać przypadkowej osobie, która za kilka dni się nimi znudzi i wywiezie je do lasu… albo zamęczy…

Kiedy leżałam zupełnie już rozbudzona w pogrążonym we śnie domu, wciąż na nowo przypominając sobie wydarzenia poprzedniego dnia, nagle w mojej głowie (a może w sercu?) pojawiła się ledwie zauważalna myśl:

A gdzie twoje zaufanie?…

Przecież zrobiłaś wszystko, co w twojej mocy, żeby kotki znalazły dobre domy.

Zadbałaś żeby były czyste, nakarmione, żeby dostały tyle troski i miłości, ile potrzebują. W ciągu kilku dni przeczytałaś wszystkie wiadomości o kotach, jakie tylko potrafiłaś znaleźć w Internecie i poruszyłaś niebo i ziemię, żeby znaleźć ludzi, którzy dobrze się nimi zaopiekują.

Nie jesteś w stanie zrobić więcej…

Reszta jest w rękach…

… Boga?… Źródła Życia?… Najwyższego Dobra?… Niemożliwej do pojęcia przez mały ludzki umysł Siły pełnej nieskończonego pokoju i miłości, która troszczy się o każde najmniejsze stworzenie we wszechświecie?

Przecież, kiedy mężczyzna wyjął klatkę z torby, okazało się, że butelka z wódką, to dwie butelki… z wodą mineralną. Przecież, kiedy odwoziłam go do miasta, powiedział, że jeśli zechcę, mogę dzwonić do niego albo do jego żony i przychodzić do nich, żeby się upewnić, że kotkowi jest dobrze.

Dlaczego więc ciągle powtarzam: JA mogłam lepiej dopilnować. JA mogłam poczekać jeszcze kilka dni i znaleźć mu lepszą rodzinę. JA jeszcze nie dość mocno się starałam.

A gdzie miejsce dla tej pełnej miłości, potężnej Siły? Wierzysz, że gdzieś tam jest, ale tutaj nie miała zbyt wiele do gadania? Wierzysz, że jest wszechmocna, ale tutaj akurat jej moc nie sięga?

Proszę, przestań się miotać. Przestań walczyć. Uwierz, że twoje kotki i ty sama jesteś otoczona najlepszą i najtroskliwszą opieką jaka kiedykolwiek istniała. Pozwól jej zadbać o siebie i o wszystko, co jest ci drogie.

Zaufaj jej.

Reklamy

3 thoughts on “MOC ZAUFANIA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s