SZUKAJ W SOBIE POKOJU

Ból głowy.

Rozsadzający, nieprzyjemny, niepozwalający przeczytać kilku liter, nie wspominając o spojrzeniu w ekran komputera. I powracająca natrętnie myśl, że to pewnie zatoki. Stan zapalny spowodowany jakimś alergenem. Kilka dni temu natrętny, nieustający, alergiczny katar, a teraz ta głowa.

Przecież od wielu lat wszystko było ok. Od dawna też niczego nie zmienialiśmy w domu.

Niczego? A koty?

… no ale przecież nie mogę mieć na nie alergii. Są już członkami rodziny, jej częścią. Nie można ich nikomu oddać, wyeliminować, pozbyć się. Są żywymi stworzeniami, które pokochaliśmy i które też nas na swój koci sposób pokochały.

Koty…

Od kilku dni coraz mniej z nimi spędzałam czasu. Coraz szybciej uciekałam z przestronnej, jasnej i ciepłej piwnicy, którą objęły w posiadanie. Przestałam przesiadywać na małym stołeczku obserwując z uśmiechem ich zabawy. A przecież tak lubiłam patrzeć, jak polowały na małe pluszowe myszki, jak biegały wokół dużego, płaskiego pudełka z otworami i próbowały wyjąć ukryte w nim dzwoniące piłeczki. Tak się zachwycałam ich sprytem i zwinnością.

Od kilku dni nie brałam ich na kolana, kiedy zmęczone zabawą potrzebowały odpoczynku i pieszczot. A jeszcze niedawno tyle radości sprawiało mi głaskanie dwóch małych puchatych zwierzaczków proszących o chwile czułości. Uciekałam od nich przestraszona widmem choroby, która zmusi nas…

Nie! Nie chciałam tak. Tak nie miało być, tak się nie robi!

Alergia – choroba z autoagresji – organizm prowadzi wojnę z antygenem, który nie jest dla niego żadnym zagrożeniem.

Kiedy rozpaczliwie szukając wyjścia coraz bardziej się miotałam, a przykre objawy coraz bardziej się nasilały, nagle coś mnie olśniło. Przecież to JA prowadzę tę wojnę. To ja tak stresuję mój organizm, że zaczął prowadzić walkę tam, gdzie nie jest ona zupełnie potrzebna, gdzie wręcz mu szkodzi. To w mojej głowie od chwili pojawienia się zwierzaków w naszym domu kołacze się gdzieś w tle myśl – „A co jeśli?…”

Skoro ja to robię, to tylko ja mogę to przestać robić.

Tylko jak?

Nie miałam pojęcia, ale po chwili wsłuchiwania się w siebie coś mi kazało pójść do piwnicy i wziąć koty na kolana.

Dwa małe sierściuchy wtuliły się we mnie radośnie mrucząc, a ja wciągnęłam głęboko powietrze nasycone wrogimi antygenami. Przez kilka minut siedziałam spokojnie skupiając uwagę na oddechu i na tym, co było tu i teraz. W nozdrzach czułam delikatny zapach kociej sierści, a pod palcami aksamitną miękkość futerek. Kiedy pozwoliłam na chwilę odejść wszystkim moim myślom i lękom, nagle pojawił się we mnie ogromny, uzdrawiający spokój. Spokój, który zawsze w jakiś nieznany mi sposób łączył mnie z czymś (Kimś?) nieskończenie większym niż ja sama i przynosił ukojenie.

Kiedy wróciłam na górę, nie czułam żadnego bólu. Pojawiał się jeszcze na chwilę przez kilka kolejnych dni, ale odchodził bardzo szybko i po jakimś czasie zniknął na dobre.

Tak naprawdę nie jestem pewna, czy to była alergia. Nie wiem też, czy zadziałały zastosowane przeze mnie metody, czy coś innego. Nie polecam ich nikomu w celu leczenia jakichkolwiek poważnych czy mniej poważnych dolegliwości.

Wiem jednak jedno – wojna zawsze niszczy i szkodzi. Pokój natomiast  uzdrawia.

Dlatego proszę – cokolwiek robisz i gdziekolwiek jesteś, szukaj w sobie pokoju.

Możesz uzdrowić nie tylko siebie, ale cały nasz wymęczony różnymi konfliktami i wojnami świat.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s